Zabrzanie wygrali arcyważne spotkanie w Ciechanowie i są już na siódmym miejscu w tabeli. Udział w play offie coraz bliżej!
Zespół Bogdana Zajączkowskiego po raz drugi pokonał innego beniaminka, i po raz drugi różnicą dwóch bramek (w październiku w Zabrzu było 26:24). Tym samym mocno powstrzymał aspiracje Juranda do miejsca w ósemce, samemu robiąc w tym kierunku olbrzymi krok do przodu. Początek nie zapowiadał sukcesu – zabrzanie rozpoczęli mocno rozkojarzeni, już w pierwszej akcji zgubili piłkę, ale kontra gospodarzy zakończyła się na słupku. Jednak w pierwszym kwadransie miejscowi kilkakrotnie wykorzystali niedokładność w grze rywala i prowadzili już 8:3. Nie pomógł czas, jaki wziął trener gości, ani zmiany w bramce, przez którą szybko przewinęła się cała trójka (Artur Banisz, Piotr Ner i Sebastian Kicki). Defensywie Powenu we znaki szczególnie dawali się dwaj rozgrywający, którzy nie mogli wystąpić jesienią - Michał Prątnicki i Tomasz Klinger. Na szczęście w końcu goście się przebudzili i zwarli szeregi. Dobrą zmianę na rozegraniu dał Grzegorz Garbacz, a Ner i Kicki odbili kilka piłek. Gospodarze zaczęli męczyć się w ofensywie, na dodatek dwa rzuty karne zmarnował Prątnicki. W końcówce pierwszej odsłony zabrzanie wykorzystali grę w przewadze i po trafieniach Adriana Niedośpiała i Łukasza Stodtki schodzili do szatni z minimalnym prowadzeniem. W drugiej części wynik długo oscylował w granicach remisu. Wreszcie Banisz zatrzymał bramkostrzelnego Klingera i powstrzymał w kontrataku Adriana Piórkowskiego. A Bogdan Zajączkowski, widząc, że jedyne zagrożenie ze strony Juranda stanowią Prątnicki i Klinger, nakazał piłkarzom obu odciąć od piłki. Ciechanowianom w tym momencie skończyły się pomysły na grę, ale zabrzanom brakowało skuteczności, by uzyskać znaczącą przewagę. W 57 min Jurand wyrównał na 25:25, ale potem zabrzanie – podobnie jak pod koniec pierwszej połowy - bezwzględnie wykorzystali okres gry w przewadze, gdy karę otrzymał Damian Malandy. Trafienia Garbacza i Aleksandra Buszkowa przesądziły w tej wojnie nerwów o końcowym sukcesie Powenu. Trener Zajączkowski przyznał po meczu, że to nie był wielki mecz w wykonaniu jego podopiecznych. – Początek meczu był nerwowy, ale później opanowaliśmy sytuację. Cieszymy się ze zwycięstwa, jednak dużo rzeczy założonych nie zrealizowaliśmy – zauważył szkoleniowiec Powenu. - Jak to młody zespół, graliśmy falami. Ale w momentach, kiedy mecz był na styku, podejmowaliśmy bardzo złe decyzje w ataku - mówił rozgoryczony trener Juranda, Paweł Noch.