Przerwę wykorzystaliśmy intensywnie. Najważniejsze, że obyło się bez kontuzji i w pełnym składzie przygotowujemy się do dalszej walki w lidze - mówi Bogdan Zajączkowski, trener NMC Powenu Zabrze.
Po półtoramiesięcznej pauzie spowodowanej mistrzostwami Europy, PGNiG Superliga mężczyzn wraca do gry. W przerwie tej beniaminek z Zabrza nie próżnował. Podopieczni Bogdana Zajączkowskiego wzięli udział w dwóch turniejach oraz rozegrali kilka sparingów. - Chcieliśmy wykorzystać ten okres w miarę możliwości jak najbardziej intensywnie. Pracowaliśmy praktycznie nad wszystkim. Co prawda było trochę mniej ćwiczeń motorycznych, ale przez to, że częściej graliśmy. Szlifowaliśmy również elementy taktyki, choć nie zawsze było to do końca możliwe, ponieważ przeważnie nie byliśmy w komplecie - mówi Bogdan Zajączkowski. Skład w niektórych meczach kontrolnych czy treningach był uszczuplony, gdyż nie obyło się bez kontuzji kilku piłkarzy. Artur Banisz skaleczył się w palec. Rana była na tyle głęboka, że wymagała szycia, co wykluczyło bramkarza z gry na kilka dni. Szycia potrzebowała również rozcięta warga Vitalija Nat. To niepożądany efekt jednego ze sparingów. - No trzeba przyznać, że chłopaki ostro się cieli - uśmiecha się trener. - Na szczęście wszystko jest w porządku i nie ma zagrożenia, że w sobotnim meczu nie zagrają - dodaje Zajączkowski. Dobre wieści są także w przypadku Aleksandra Kryszenia, Arkadiusza Kowalskiego i Łukasza Kulaka, którzy również narzekali na drobne urazy. Z sesją na studiach w Płocku poradził sobie Kamil Mokrzki i także dołączył do zespołu. Okres sparingów był szczególny dla Daniela Hojnika. Czeski rozgrywający, który dołączył do zespołu już w trakcie sezonu, walczył o dalszy angaż, jego umowa wygasała bowiem z końcem stycznia. - Daniel zostaje z nami. W tych sprawdzianach wypadł co najmniej poprawnie. Przede wszystkim pokazał, że wkomponował się w zespół i znalazł wspólny język z pozostałymi - mówi szkoleniowiec. W pierwszym ligowym spotkaniu w tym roku zabrzanie zmierzą się z innym beniaminkiem, Jurandem Ciechanów. - Jurand ostatnio wygrywał. Do tego wzmocnił kadrę i pewnie będzie jeszcze trudniej niż w pierwszym meczu (Powen wygrał u siebie 26:24 - przyp. red.). Aby zachować miejsce w najlepszej ósemce, musimy wygrać. Wierzę, że dzięki większemu doświadczeniu moich zawodników tak się stanie - kończy Zajączkowski.