Zabrzańska siódemka nie zagra w Final Four – w bilansie dwumeczu z Azotami zabrakło jej dwóch bramek. Oprócz puławian o trofeum powalczą także Vive Kielce, Wisła Płock i MMTS Kwidzyn.
Jedną bramką piłkarze ręczni NMC Powenu przegrali cztery razy w rozgrywkach PGNiG Superligi, w tym w Puławach 18:19. Wczoraj ulegli różnicą czterech trafień, więc trzybramkowa zaliczka z pierwszego meczu przed tygodniem na nic się zdała. I pozostaje już tylko gdybanie, czy łatwiej było zdobyć dwie bramki więcej w rewanżu (przy remisie w dwumeczu niższy wynik promowałby Azoty), czy też wygrać wyżej w Zabrzu, gdzie jeszcze na 5 minut przed końcem gospodarze prowadzili 33:27... - Po prostu trzeba było zagrać dwa mecze dobrze i wtedy byśmy awansowali. Niestety, w pierwszej połowie pozwoliliśmy narzucić sobie styl grania Azotów, nie zagraliśmy tak twardo i konsekwentnie w obronie, jak zwykle – trener Bogdan Zajączkowski próbował analizować przyczyny porażki. Decydujące okazały się końcowe fragmenty pierwszej odsłony, kiedy to ze stanu 12:11 w 25 min gospodarzom udało się – głównie za sprawą ukraińskiego rozgrywającego Dmytro Zinczuka - odskoczyć na 17:12. Strata mogła być mniejsza, ale tuż przed przerwą Białorusin w barwach Powenu, Aleksandr Buszkow, nie wykorzystał rzutu karnego. W drugiej połowie Azoty długo nie pozwalały zbliżyć się zabrzanom na mniej niż 4 bramki (kilkakrotnie było nawet 6), ale goście nie poddawali się. Mimo że Grzegorz Garbacz otrzymał czerwoną kartkę (z gradacji kar), to w 59 min Arkadiusz Kowalski zniwelował straty do trzech trafień (25:22). Nadzieja na końcowy sukces odżyła, ale na krótko, bo Michał Bałwas podwyższył wynik, a potem kolejny zawodnik Powenu – Łukasz Stodtko - musiał opuścić boisko po trzecim wykluczeniu. I choć trafił jeszcze Dominik Droździk, to na zadanie zwycięskiego ciosu zabrakło czasu, a Zinczuk przypieczętował awans Azotów. - Walczyliśmy do końca, ale przegraliśmy. Szkoda, ale ważne, że przed niedzielnym meczem ligowym z Warmią obeszło się bez poważniejszych urazów. Największy uraz to wynik – podsumował Bogdan Zajączkowski .