|

|
26.11.2011 r.
|
Potrzebne cztery płuca
Po inauguracyjnym zwycięstwie z Zagłębiem wydawało nam się, że pójdziemy w górę. Tak się nie stało, ale idzie ku lepszemu - przekonuje skrzydłowy NMC Powenu przed sobotnim meczem w „swoim” Lubinie.
- Ekscytuje się pan szczególnie najbliższym meczem? - pytamy Adriana Niedośpiała. - Ani nie stresuję, ani nie zamartwiam. Wracam w dobrze mi znane kąty. Jedyną zagadką jest to, jak przyjmą mnie lubińscy kibice. W każdym razie oczekuję dobrej postawy swojej i zespołu, ale w każdym meczu trzeba dawać z siebie jak najwięcej. I nie ma różnicy, z kim się gra, czy o tytuł, czy o utrzymanie.
- W Zagłębiu spędził pan osiem lat. Wspomnienia? - Najlepsze. Jestem wychowankiem Kusego Szczecin, potem grałem w SMS Gdańsk, skąd trafiłem do Lubina. W 2007 roku zdobyłem z zespołem tytuł mistrza Polski, mam także w kolekcji dwa srebrne medale i brązowy oraz mecze w reprezentacji Polski. Tworzyliśmy zgraną ekipę, która grała ze sobą kilka lat, były trafione transfery i superwyniki. Do dziś mam tam przyjaciół, jak choćby bramkarz Michał Świrkula. Często ze sobą rozmawiamy, o różnych sprawach, ale o sobotnim meczu ani słowa.
- Kto ma więcej szans w bezpośrednich pojedynkach pod bramką Zagłębia? - Myślę, że znamy dokładnie swoje dobre i słabsze strony. Górą będzie ten, kto będzie bardziej skoncentrowany.
- Ale w Superlidze zdobywa pan zdecydowanie mniej bramek niż w poprzednim sezonie w pierwszej lidze, gdy był pan najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu... - Mam teraz zupełnie inne zadania na boisku, gram więcej w defensywie, najczęściej jako wysunięta „jedynka”, w ataku zmienia mnie Witalij Nat. Żeby biegać w Superlidze przez 60 minut w ataku i obronie trzeba by mieć cztery płuca.
- Nie doskwiera panu jednak taka niewdzięczna rola? - Widocznie większy potencjał mam w obronie, ważne, że w taki sposób też pomagam zespołowi. Mam nadzieję, że doceniają to trener, zarząd klubu i kibice. Ale to prawda, że w polskim handballu nie dość jeszcze funkcjonuje pojęcie „obrońcy”, a jak ktoś zakończy mecz bez zdobytej bramki, to osądza się go, że zagrał źle. A to nie jest takie oczywiste.
- Wygraliście z Zagłębiem we wrześniu, na inaugurację sezonu 22:20. Potem jednak nie było już tak wesoło. Dlaczego? - Faktycznie, po tym meczu wydawało się, że prezentujemy dobry ligowy poziom i pójdziemy w górę. Tak się nie stało. Problem jest złożony. Trener Bogdan Zajączkowski stopniowo zmieniał styl naszej gry, sposób poruszania się, zachowania w obronie. Przyswojenie tego i wykonywanie na boisku podczas meczu wymaga trochę czasu. Ale wydaje mi się, że idzie ku lepszemu. W poprzedniej kolejce przez pół godziny walczyliśmy z Vive jak równy z równym. To pocieszające.
- Zagłębie zaczęło sezon od czterech porażek, ale po pierwszej rundzie ma 7 punktów, o jeden więcej od was. Kto jest faworytem tego meczu? - Lubin punktował tylko u siebie, nie licząc wygranej w Głogowie, ale to derby, gdzie rządzą zupełnie inne prawa. Myślę, że mniejsza hala w Lubinie będzie naszym atutem, można grać ciaśniej w obronie. Jak jeszcze będziemy zdobywać bramki w sytuacjach, które sobie wypracujemy, to jestem spokojny o nasze zwycięstwo.
Rozmawiał Tomasz Mucha
|