To są tacy sami ludzie jak my, też popełniają błędy. Nie można myśleć, że ktoś nazywa się Tkaczyk, Jurecki czy Szmal. Jemu też można rzucić bramkę - przekonuje skrzydłowy NMC Powenu Zabrze przed sobotnim meczem w Kielcach. - Latem podziękowano ci za grę w barwach Vive i musiałeś szukać nowego klubu. Chciałbyś w sobotę komuś coś udowodnić? - pytamy Witalija Nata. - Nikomu i nic. Do nikogo w Kielcach nie żywię urazy, na nikogo nic złego powiedzieć nie mogę. Przez dwa lata miałem okazję grać w bardzo profesjonalnym klubie, w którym bardzo dobrze się czułem. Trener Bogdan Wenta podjął decyzję, że nie widzi mnie w składzie na kolejny sezon, musiałem to przyjąć. Taki jest sport, z prezesem Bertusem Servaasem pożegnaliśmy się w zgodzie, tak że naprawdę dla mnie to mecz bez podtekstów. - Ale pewnie chciałbyś trafić do siatki Vive kilka razy... - Oczywiście, ale jako zespół chcemy przede wszystkim pokazać, że chłopaki z Zabrza nie są do bicia. Dla mnie każdy mecz jest jak ostatni. Nie mamy nic do stracenia. Oni muszą wygrać, a my możemy. Oczywiście nie jesteśmy faworytem, ale mecz się może różnie ułożyć, a przegrać też można w różny sposób. Chodzi o to, żeby walczyć do końca, zostawić na boisku serce. Po co mielibyśmy jechać na mecz z założeniem, że i tak przegramy, to lepiej oddać walkower. Poza tym, gdzie pokazać się z jak najlepszej strony, jak nie w meczu z tak świetnym przeciwnikiem? - Wystarczy jednak spojrzeć na nazwiska w kadrze Vive, żeby się wystraszyć... - To są tacy sami ludzie jak my, też popełniają błędy. Czy oni grają piłką okrągłą, a my kwadratową? Wszystko jest w głowie. Trzeba wyjść na boisko i grać swoje, nie myśleć o nazwiskach, że to Tkaczyk, to Jurecki, a to Szmal. Jemu też możesz rzucić bramkę. Już w Płocku pokazaliśmy, że z nami nie jest łatwo, przegraliśmy dopiero w ostatnich kilku minutach. - Czy między Vive a Powenem jest przepaść w organizacji i finansach klubu? - Nie od razu Rzym zbudowano, prawda? W Kielcach na obecny poziom klubu pracowano kilka, a nawet kilkanaście lat. Pieniądze, sponsorzy, zawodnicy... Krok po kroku. Prezesi w Zabrzu robią wszystko, żeby pomóc zespołowi, żeby wszystko działało jak najlepiej. Nam do pracy i treningu niczego nie brakuje. Jestem pewien, że klub będzie się rozwijał. - Kojarzysz się z grą na skrzydle, tymczasem trener Bogdan Zajączkowski ustawia cię na środku rozegrania. To duży kłopot? - Mieliśmy problemy kadrowe, bo kontuzji doznał Michał Szolc, chorował Kamil Mokrzki, więc była potrzeba przestawienia kogoś innego. A dla mnie to nie nowość. Zanim trafiłem do Polski, w Zaporożu też grywałem na rozegraniu, znam te zagrywki. Wiem, że środkowy to mózg zespołu, który bardziej niż inni nie może grać pod siebie, tylko dla drużyny, musi widzieć wszystko, wiedzieć, komu i jak dograć. - Kontrakt z Powenem kończy się po sezonie. Czy chciałbyś tu zostać? - Zobaczymy, jak będzie. Jak zdrowie będzie dopisywało, a trener będzie mnie dalej widział w składzie, to dlaczego nie. Jak będzie ciekawa propozycja, to z chęcią w Zabrzu zostanę, mieszkamy tu z żoną i z 12-letnia córką, Jelizawietą. - Przez jakiś czas nie grałeś w reprezentacji Ukrainy, ale znów do niej wróciłeś. Dlaczego? - W krajowym związku od dłuższego czasu nic się nie zmienia, na nic nie ma pieniędzy. Trenerem znów jest wiekowy Leonid Zacharow, ale to archaiczna piłka ręczna, rodem z lat 80. Trzeba jednak pomóc chłopakom, chcemy awansować do play offu eliminacji mistrzostw Europy 2013. W styczniu gramy dwa decydujące mecze z Portugalią.
|
Play-off o miejsca 5-6
|
Rewanż:
Poprzedni mecz:
|
Tabela
|
Sezon 2011/12
|
Wydarzenia
Najlepsi strzelcy
|
Sezon 11/12
|
Kontakt
|
KS Handball Zabrze ul. Wolności 406 |
Piłka Ręczna w TV
|
Elim. play-off MŚ 2013
|
|||
|
10.06.2012 16:45 |
|||
|
17.06.2012 17:30 |
Nowości z prasy
Najczęściej czytane:
Znajdź nas na Facebooku
Youtube
Gościmy
Naszą witrynę przegląda teraz 17 gościLicznik odwiedzin
Odsłon : 290540Copyright by NMC Powen Zabrze © 2012 All rights reserved. Design by Serafin. XHTML and CSS.




