|

|
16.11.2011 r.
|
Sasza szaleje
W swoim trzecim sezonie w Zabrzu białoruski skrzydłowy przeżywa prawdziwy rozkwit - jest najskuteczniejszym zawodnikiem NMC Powenu, zadebiutował też w reprezentacji swojego kraju. Na dodatek wkrótce urodzi mu się syn.
W tym sezonie PGNiG Superligi Aleksandr Buszkow zdobył 45 bramek w 9 meczach. W sobotę zanotował najlepszy mecz w tym roku - bramkarzy Miedzi Legnica 29-letni Białorusin pokonał dziesięć razy, mając spory udział w cennym zwycięstwie zabrzan. - Fajna gra w obronie umożliwiła mi bieganie do kontr. Grałem na sto procent skuteczności, nie zmarnowałem ani jednej okazji i dwóch rzutów karnych. To rzadko się zdarza, ale trzeba w każdym meczu do tego dążyć. W ogóle wszystko nam wychodziło, mieliśmy szczęście, którego w poprzednich meczach brakowało - uśmiecha się sympatyczny Sasza.
Zje wszystko W Powenie gra już trzeci sezon i zdążył z zespołem poznać smak degradacji z elity wiosną 2010 r. Dla niego osobiście to też był trudny czas. - Nie znałem języka polskiego, powoli aklimatyzowałem się w drużynie. No i ustawiany byłem na pozycji prawego rozgrywającego, na której brakuje mi trochę siły - wspomina zabrzańskie początki. - Chłopaki się nawet śmieją, że mogę jeść wszystko i w każdej ilości, a ciała mi od tego i tak nie przybywa. Nawet na wakacjach nie mam problemów z utrzymaniem tych 80 i kilku kilogramów - dodaje Buszkow, wielbiciel barszczu, gołąbków i placków ziemniaczanych ze śmietaną. Dopiero Krzysztof Przybylski przestawił leworęcznego zawodnika na skrzydło - pozycję, od której zaczynał w macierzystym klubie na uniwersytecie w Homlu. Powoli acz systematycznie szlifował język, co było o tyle łatwiejsze, że pracuje na pół etatu w biurze firmy NMC, prezesa klubu Bogdana Kmiecika. - To papierkowa praca, przy komputerze, ale mam kontakt z ludźmi i z żywym językiem nie tylko na treningu. To mi bardzo pomogło - opowiada Sasza.
Kadra na niego liczy Latem tego roku zespół wrócił do Superligi, a Buszkow dodał gazu. Na zajęciach biegnie pierwszy, widać, że czuje się pewniej. Co prawda Powenowi wiedzie się „w kratkę”, aż trzy mecze przegrał jedną bramką, ale piłkarz wierzy, że nie powtórzy się czarny scenariusz sprzed półtora roku. - Mamy lepszą drużynę, po dwóch równorzędnych zawodników na każdej pozycji. Poza tym sama liga też jest bardziej wyrównana; poza Vive Kielce i Wisłą Płock reszta ekip jest w naszym zasięgu - przekonuje skrzydłowy. Dobrą postawę Buszkowa w Zabrzu dostrzegł selekcjoner reprezentacji Białorusi, Jurij Szewcow, który powołał go na niedawny Turniej o Puchar Gdyni. Co prawda, z kadrą Wenty debiutant nie zagrał, ale w ostatnim meczu, z Austrią, zdobył trzy premierowe bramki z rzutów karnych. - Było fajnie, choć niełatwo, bo w kadrze musiałem się znów przestawić na rozgrywającego. Trener zapowiedział mi już jednak, że na mnie liczy i powoła na kolejne zgrupowanie przed styczniowymi meczami w preeliminacjach do mistrzostw świata. Gramy z Luksemburgiem i Rumunią o awans do play offu - informuje zawodnik.
Będzie Jarik Na przełomie roku czeka go też ważne wydarzenie w życiu osobistym - żona Olga urodzi syna, Jarosława. - My mówimy Jarik - uśmiecha się Sasza. - Gdyby była dziewczynka, imię wybierałaby żona, ale moją decyzję przyjęła bez sprzeciwu. Jest już w Homlu i czeka na rozwiązanie. W Zabrzu kontrakt kończy mu się po sezonie. - Myślę, że go przedłużymy o rok lub dwa. Dobrze się tu czuję. Ale w przyszłości wrócę na Białoruś, choć sytuacja ekonomiczna w mojej ojczyźnie jest trudna, teraz jeszcze dodatkowo mocno spadł kurs rubla białoruskiego. W Homlu mamy jednak rodziny, bliskich i znajomych, to jest nasz świat - kończy najlepszy strzelec Powenu.
Tomasz Mucha
|