|

|
14.11.2011 r.
|
Klocki się poskładały
Kibice w hali przy Wolności wreszcie zobaczyli trzecie zwycięstwo zabrzan w sezonie poparte koncertową grą miejscowych, na którą tak długo czekali. Zespół z Legnicy nie miał nic do powiedzenia.
NMC POWEN ZABRZE – MIEDŹ LEGNICA 34:22 (16:10) POWEN: Ner – Mogielnicki, Niedośpiał 3, Lasoń, Stodtko 3, Marhun 1, Mokrzki 2, Buszkow 10/2, Kulak 4, Kryszeń 4, Kowalski, Kandora 2, Droździk 1, Nat 4. Kary: 8 min. Trener Bogdan ZAJĄCZKOWSKI. MIEDŹ: Banisz, Kryński – Paluch 3, Gregor 2, Szuszkiewicz 1, Koprowski 2, Skrabania 2/1, Czuwara, Jarowicz, Piwko 5, Brygier, Świątek 4, Wita 2, Kokoszka 1. Kary: 4 min. Trener Marek MOTYCZYŃSKI. Sędziowali: Bartosz Leszczyński i Marcin Piechota (Płock). Widzów: 700. Miejscowych szczypiornistów kibice żegnali owacją na stojąco. Nic dziwnego, skoro zabrzanie rozegrali najlepsze spotkanie od czasu powrotu do PGNiG Superligi i gładko pokonali faworyzowaną Miedź Legnica. - Wreszcie klocki poskładały się w całość. Zdobyliśmy ponad 30 bramek, tracąc przy tym ledwie nieco ponad 20. To świadczy o dobrej grze w ataku i obronie. Nie było już przestojów, tak jak zdarzało się to nam do tej pory. W końcu wszystko zadziałało jak należy – nie krył zadowolenia Dariusz Mogielnicki, cichy bohater spotkania - podobnie jak świetnie spisujący się w bramce Piotr Ner – który był praktycznie nie do przejścia. To głównie dzięki ich postawie pierwszoplanową postacią okazał się Aleksandr Buszkow. Skrzydłowy gospodarzy ruszał błyskawicznie do każdego kontrataku. Koledzy mogli rzucać piłkę na drugą stronę boiska w ciemno, bo Białorusin już tam na nią czekał i skutecznie wykańczał akcje. Dzięki temu – łącznie z dwoma rzutami karnymi – zdobył 10 bramek. Pod nieobecność kontuzjowanego Michała Szolca, zawieszonego przez klubowych działaczy Łukasza Achruka oraz świeżo pozyskanego Daniela Hojnika (czeski zawodnik nie został jeszcze zgłoszony do rozgrywek) reżyserem gry zabrzan był głównie Vitalij Nat, nominalny skrzydłowy. 34-letni Ukrainiec radził sobie jednak bardzo dobrze. Nie bał się brać odpowiedzialności na siebie – brak lidera był dotąd głównym problemem beniaminka – i oprócz dokładnych podań otwierających drogę do bramki kolegom, sam kilkakrotnie decydował się na skuteczne wykończenie akcji. Gości natomiast było stać jedynie na próbę gry ze stojącym na kole Jarosławem Paluchem. Zabrzanie szybko jednak się zorientowali, o co w tym chodzi i odcięli obrotowego od podań. Dzięki agresywnej obronie miejscowi odskoczyli i kontrolowali przebieg wydarzeń już do końca spotkania. Tuż przed przerwą zgromadzeni w hali przy Wolności na chwilę zamarli. Miejscowi spuścili nieco z tonu i wydawało się, że tradycyjnie roztrwonią kilkubramkową zaliczkę. Po zmianie stron jednak szybko wrócili do swojej bardzo dobrej dyspozycji i było pewnym, że tym razem oszczędzą kibicom nerwowej końcówki. - Taka wysoka porażka boli. Niemniej trzeba powiedzieć, że zabrzanie wygrali zasłużenie. Byli zdecydowanie lepsi w obronie. Dzięki temu mogli nam zadawać zabójcze ciosy z kontrataku. Brakowało nam na rozegraniu Grzegorza Garbacza i Władimira Chuziejewa (obaj kontuzje – red.), ale to nas nie tłumaczy. Zagraliśmy po prostu słabo – przyznał Artur Banisz, bramkarz Miedzi. - Długo czekaliśmy na te punkty. Chłopaki zagrali bardzo dobre zawody i zasługują na wyróżnienie. Walczyli o każdą piłkę przez pełną godzinę. Tego brakowało w poprzednich spotkaniach. Oby tak w kolejnych – podsumował Bogdan Zajączkowski, trener zabrzan.
Mariusz Polak
|