|

|
31.10.2011 r.
|
Piłki za darmo
Przegrana zabrzan powoduje, że na dłużej utkną w gronie drużyn walczących o utrzymanie...............................................
NMC POWEN ZABRZE - NIELBA WĄGROWIEC 24:27 (11:14)
NMC POWEN: Kicki, Ner - Mogielnicki, Niedośpiał, Lasoń 2, Szolc 1, Stodtko, Marhun 5, Buszkow 8, Kowalski 1, Nat 1, Mokrzki 2, Kandora 3, Droździk 1. Kary: 14 min. Trener Bogdan ZAJĄCZKOWSKI. NIELBA: Konczewski, Kubiszewski - Gierak 5, Witkowski, Krajewski 4, Przysiek 7, Białaszek 2, Płócienniczak 2, Wachnowicz, Szyczkow 4, Przybylski 7, Tórz, Matłoka, Niewrzawa. Kary: 18 min. Trener Dariusz MOLSKI. Sędziowali: Marek Baranowski (Warszawa) i Bogdan Lemanowicz (Łąck). Widzów: 600.
Każda przegrana boli, ale ta wyjątkowo mocno. Nie wiem, ile oddaliśmy dziś piłek za darmo. Co najmniej kilkanaście – mówił po meczu trener zabrzan, Bogdan Zajączkowski. Bardzo szybko opuścił halę prezes NMC Powenu, Bogdan Kmiecik. Pełna zazwyczaj salka VIP-owska świeciła pustkami, zawodnicy też szybko opuszczali budynek. Za wygraną mieli obiecane dodatkowe premie. Porażka może spowodować, że stanie się dokładnie odwrotnie i zawodnicy odczują to na kontach.
Przełomowa minuta Obie drużyny nie kryły, że jest to gra o „cztery punkty”. Tymczasem zabrzanie bardzo źle zaczęli i jeszcze gorzej skończyli. W pierwszych siedmiu i ostatnich dziesięciu minutach rzucili tylko trzy gole. Stracili jedenaście... Po sześciu minutach przegrywali 1:5 i Bogdan Zajączkowski wziął pierwszy czas. Dało to dobry efekt. Po dziesięciu minutach był remis, ale po kolejnych dwunastu goście prowadzili już pięcioma bramkami. - Nie wiem, co można powiedzieć. Tyle bramek możemy tracić z Płockiem czy Kielcami, ale nie z Nielbą jako gospodarze. Z kim mamy wygrywać, jak nie z nimi we własnej hali – to słowa Dariusza Mogielnickiego po spotkaniu. Przed przerwą w zespole z Zabrza był problem z rozegraniem piłki, praktycznie nie istniało lewe skrzydło, a jednak mozolne odrabianie strat po przerwie przyniosło efekt. Do tego stopnia, że w 40 minucie zabrzanie wyszli na dwubramkowe prowadzenie (19:17). Mało, kilkanaście sekund grali z przewagą dwóch graczy, a ponad minutę jednego. Zepsuli jednak dwie piłki i pozwolili rywalowi odrobić stratę. - To był moment przełomowy. Mając przewagę w polu była okazja odskoczyć nawet na cztery gole. Potem już się nie podnieśliśmy. Musimy zacząć na boisku być drużyną. Niby każdy chce, ale coś w tym nie funkcjonuje – to słowa Kamila Mokrzkiego.
Korzystali z prezentów Jeszcze tylko raz, po akcji Witalija Nata, NMC prowadził 21:20. Była 48 minuta. I ponownie zaczęły się seryjne błędy zabrzan. Oddana w ręce rywala piłka, kroki, pudła w sytuacjach sam na sam... Nielba, korzystając z prezentów, grała głównie z kontry, a po meczu mogła zatańczyć na środku parkietu, jakby wygrała mecz o utrzymanie w lidze. - Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Popełniliśmy mniej błędów, świetnie funkcjonował szybki atak – chwalił zawodników trener Dariusz Molski, który w tygodniu przed meczem zamienił na stanowisku „pierwszego” Pawła Galusa. Bogdan Zajączkowski: - Taka porażka oddala wejście do „ósemki”, ale takie błędy techniczne, jakie dziś popełniliśmy na poziomie ekstraklasy nie mogą się zdarzać. Do przerwy mieliśmy kłopot na lewym rozegraniu. Z kolei środek rozegrania to dziś nasza największa bolączka – zakończył trener zabrzan. Jutrzejsze święto powoduje, że jest czas, by emocje nieco opadły. Można jednak założyć, że od środy będzie w Zabrzu czas trudnych rozmów.
Dariusz Czernik
|