Brakuje nam rozgrywającego - lidera z chłodną głową, więc płacimy frycowe - mówi Bogdan Zajączkowski, trener zabrzańskiego beniaminka.
Po dobrym starcie i wygranej 22:20 z siódmą drużyną ubiegłego sezonu, Zagłębiem Lubin, wydawało się, że NMC Powen może w elicie namieszać. Zespół wzmocnili m.in. Witalij Nat, Piotr Ner, Dmitrij Marhun, a przede wszystkim trener Bogdan Zajączkowski, więc liczono, że pójdzie drogą zeszłorocznego nowicjusza, Stali Mielec, który był rewelacją ligi, zajmując 4. miejsce. W kolejnych meczach zabrzanie nie mieli jednak tyle szczęścia. Szkoleniowiec i jego podopieczni mogą żałować szczególnie 1-bramkowych porażek w Mielcu i w Olsztynie oraz ostatniej przegranej na własnym parkiecie z Chrobrym Głogów (21:24). Pech czy frycowe? - Po części jedno i drugie - odpowiada Bogdan Zajączkowski. - Ten zespół o tak wysoką stawkę nie grał przecież praktycznie przez rok. Dominacja na pierwszoligowych parkietach była na tyle duża, że zawodnicy grali na sporym luzie. Wejście do Superligi było znacznym przeskokiem. A w elicie nie ma już miejsca na żarty - dodaje szkoleniowiec. Wspomniane spotkanie z Chrobrym pokazało, że zabrzanie mają problem szczególnie z rozegraniem. - To zresztą nie pierwszy mecz, kiedy mamy kłopot z lewej strony. Rywale koncentrują się na tej strefie boiska i nie możemy sobie z tym poradzić - przyznaje Zajączkowski. - Dodam więcej. Zespołowi brakuje zdecydowanego lidera. Witalij Nat jest skrzydłowym, a takiego doświadczonego zawodnika z chłodną głową potrzeba nam na rozegraniu. Wtedy gra wyglądałaby inaczej. Przyznam, że bardzo liczyłem na Michała Szolca. W ostatnim meczu mnie zawiódł. Walczył ile mógł Dmitrij Marhun. Podobnie jak młody Kamil Mokrzki, ale czegoś jednak brakowało. Ostatni z wymienionych zauważa jeszcze jeden problem. - Pewnie z tym frycowym jest coś na rzeczy, ale nie można zwalać na to, że jesteśmy nowicjuszami. Przecież nie brakuje nam doświadczonych zawodników, którzy grają w Superlidze nie od dziś. Nie brakuje nam sił czy ambicji. Brakuje nam rytmu. Potrafimy grać na wysokim poziomie, aby za moment zgasnąć. Rywale skrzętnie wykorzystują każdy nasz przestój. Musimy ustabilizować formę, a wtedy będzie można myśleć o punktach - mówi Kamil Mokrzki. - Przed nami trudne spotkanie w Puławach. Później dwa mecze u siebie. Właśnie na własnym parkiecie nie możemy pozwolić sobie na wpadki. Przed rokiem Stal radziła sobie bardzo dobrze. Beniaminkom trudno o taki start, jaki zaliczyli mielczanie. Niemniej trzeba zrobić wszystko, aby obrać ich kurs - kończy Zajączkowski.