|

|
17.10.2011 r.
|
Cena dwóch drzemek
Kiedy zabrzanie podnieśli się z kolan, wydawało się, że dwa punkty zostaną w ich rękach. Drugiego „zmartwychwstania” jednak nie było i goście zgarnęli pełną pulę.
NMC POWEN ZABRZE – CHROBRY GŁOGÓW 21:24 (14:10) POWEN: Kicki, Ner - Mogielnicki, Niedośpiał 1, Lasoń 1, Szolc 1/1, Stodtko 1, Marhun 2, Mokrzki 4, Buszkow, Kulak, Kryszeń 4, Achruk, Kandora 1, Droździk, Nat 6. Kary: 6 min. Trener Bogdan ZAJĄCZKOWSKI. CHROBRY: Stachera, Kapela, Zapora - Piętak 2, Różański 1, Bednarek 3, Żak, Świtała 3, Mochocki 10/3, Kuta 2, Fogler, Płaczek 1, Wysokiński 1, Ścigaj 1/1. Kary: 8 min. Trener Zbigniew MARKUSZEWSKI. Sędziowali: Rafał Puszkarski i Arkadiusz Sołodko (Legionowo). Widzów: 700.
Podopieczni Bogdana Zajączkowskiego przebudzili się dopiero po dziesięciu minutach. Ale wtedy przegrywali już 1:6. Trener zabrzan poprosił o czas, po którym zawodnicy wreszcie zaczęli grać skuteczniej. W ciągu kolejnych dziesięciu minut zdobyli 10 bramek, tracąc tylko jedną. Wszystko dzięki dobrej postawie Sebastiana Kickiego (wybronił kilka kontrataków) oraz Piotra Nera, który nie dał się zaskoczyć nawet przy rzucie karnym. Miejscowi radzili sobie także w osłabieniu i wydawało się, że w tym meczu nic złego już ich nie spotka. - I to nas chyba zgubiło. Zbyt szybko uwierzyliśmy w końcowy sukces – stwierdził Kamil Mokrzki. - Bramkarze pomagali nam jak mogli. Co jednak z tego, skoro po dobrym okresie znów zgaśliśmy. Nie wiem dlaczego, bo przecież sił nam nie brakowało. Coś się zacięło i wyglądało to podobnie jak w pierwszych minutach – wzdychał rozgrywający zabrzan. Miejscowi przespali pierwsze chwile po przerwie i rywale znów wyszli na kilkubramkowe prowadzenie, którego już nie oddali. A katem beniaminka okazał się Tomasz Mochocki, który był nie do zatrzymania w drugiej linii. W szeregach gospodarzy nie miał dnia szczególnie Aleksandr Buszkow, który zmarnował dwa kontrataki oraz dwa rzuty karne i szybko wylądował na ławce rezerwowych. Zastąpił go Aleksander Kryszeń, ale po dobrych kilu minutach również przygasł jak koledzy. - Podpowiadałem Buszkowowi jak ma rzucić tego drugiego karnego, ale nie wykonał zaleceń. Zresztą nie tylko on miał problem z trafieniem – rozkładał ręce Bogdan Zajączkowski. - Kiedy w pierwszej odsłonie graliśmy sporo kontrą, jakoś to wychodziło. Później coś się przytkało. Szczególnie na lewym rozegraniu. Próbowałem ze Stodtką, Achrukiem czy Lasoniem. Nic nie wychodziło. Popełnialiśmy sporo błędów, co było kopalnią bramek dla rywali, którzy karcili nas szybką odpowiedzią. Powody do radości mieli za to goście. - Z naszej strony był to popis doświadczenia i profesjonalizmu. Nie chcę tutaj wyolbrzymiać naszych umiejętności i twierdzić, że jesteśmy już nie wiadomo jak silni. Ale to pozytywne, że po reprymendzie w szatni podczas przerwy wzięliśmy się do pracy – przyznał Rafał Stachera, bramkarz Chrobrego.
Mariusz Polak
|