Jak przegramy, to możemy pakować walizki – nie owija w bawełnę Cezary Winkler, asystent trenera zabrzańskiej siódemki, Bogdana Zajączkowskiego.
Beniaminek PGNiG Superligi gra kolejny mecz „o wszystko” - w 9 dotychczasowych meczach zdobył tylko 4 punkty i coraz mocniej osiada w dole tabeli. Poprzednią szansę na podreperowanie dorobku zespół Bogdana Zajączkowskiego zaprzepaścił dwa tygodnie temu, przegrywając we własnej hali z Nielbą Wągrowiec. To oznacza, że w tej rundzie nie ma już dla Powenu marginesu błędu, a kolejna strata punktów, w sobotę z Miedzią Legnica (początek o godz. 18.00), oznaczać będzie sytuację krytyczną. W ostatniej kolejce I rundy zabrzanie grają w Kielcach z Vive, tam remis byłby sensacją roku. - Mecz z Miedzią jest dla nas jak finał olimpijski. Nie ma się co oszukiwać, jak przegramy, to możemy pakować walizki – nie owija w bawełnę Cezary Winkler, asystent trenera Bogdana Zajączkowskiego. - Rywale nam pouciekają, a w drugiej rundzie gra się jeszcze trudniej. Tylko zwycięstwo pozwoli nam zachować jeszcze szanse na play off, w innym wypadku każdy kolejny mecz będzie jak o życie. A taka presja nie sprzyja pokazaniu tego, co się naprawdę potrafi – dodaje były bramkarz. W Zabrzu bardzo liczą na Remigiusza Lasonia, który w ostatnim tygodniu zasygnalizował powrót do wysokiej formy – w sparingu z Olimpią Piekary Śląskie (45:26) i w środowym meczu Pucharu Polski z Czuwajem Przemyśl (31:28) zdobył łącznie 24 bramki (11 i 13). - To wreszcie stary dobry Remik. Zrzucił trochę kilogramów, wzmocnił masę mięśniową, i od razu wróciła świeżość i dynamika, a pewne rzeczy znów przychodzą mu łatwiej. Wziął na siebie ciężar zdobywania bramek i być może to wreszcie ten lider, którego tak bardzo w zespole nam dotąd brakowało. Mamy nadzieję, że teraz udowodni to także w meczu ligowym – dodaje Winkler. W Powenie nie zagrają kontuzjowany Michał Szolc i zawieszony w prawach zawodnika Łukasz Achruk. Do dyspozycji ma już być Kamil Mokrzki, choć w tygodniu przeszedł chorobę jelitową, na dodatek biega z pękniętą kością palca w stopie. - Kamil bardzo chce pomóc drużynie, więc pewnie zatejpuje sobie stopę i da radę – przekonuje Winkler. Tymczasem goście w Zabrzu wystąpią bez swojego lidera, byłego reprezentanta Polski, Grzegorza Garbacza. 35-letni zawodnik leczy kontuzję łydki. Mimo to zespół Marka Motyczyńskiego – choć niespodziewanie odpadł w Pucharze Polski z I-ligową Pogonią Szczecin - będzie zapewne wymagającym przeciwnikiem. W tym sezonie wygrał m.in. ze Stalą Mielec, a także z Zagłębiem w Lubinie.